W związku z jesienią, która nas rozpieszcza aż miło, wracamy w kółko do tematów włóczkowych.
Jak Poncho to NORO, a jak NORO to entrelac. Fasony troszkę udoskonalone na "kobiece" sylwetki.
Poncho Grażki
mocno pasowane, dzięki ścięciu ramion. Rękoma można ruszać dzięki pęknięciom. Wbrew pozorom bardzo wygodne, choć wiadomo, że stawia pewne ograniczenia. W sekrecie Wam powiem, że mam na nie chrapkę. Muszę tylko wykorzystać chwilę nieuwagi i słabości psychicznej Grażki, a poncho zamieszka u mnie.
włóczka NORO
Silk Garden nr 211
Poniżej sesja dla Vogue'a... co najmniej francuskiego ;)... czekam, aż się odezwą...
Poncho moje
robione z prostokąta, ale wzdłuż ciała zostało zszyte, aby nadać formę i opinało ciało. Dzięki temu sylwetka jest podkreślona, nie wyglądam jak w kocu, a niedoskonałości maskują boczne poły.
Wymyśliłam, żeby zrobić dziurki na pasek, co dodaje sylwetce lekkości i akcentuje pas. Najlepiej wygląda z jakąś szarą tubą na szyi. Jest straszliwie ciepłe.
włóczka NORO
Kochoran nr 66 i 58
I to, za co mnie mój mąż kocha najbardziej. Ciągłe zmiany aranżacyjne w domu.
Przytachałam z tarasu, na zimę, krzesło do salonu. Jest, wg. mnie śliczne, bo stare, zniszczone i zdobione. Stanęło na przeciwko drzwi, gdzie było niewykorzystane miejsce.
O dziwo, Danielowi się podoba i stwierdził "no wreszcie coś sensownego". Dziękuję bardzo, nie ma to jak docenienie w oczach męża;)
Przytachałam też z tarasu konsolę, do przedpokoju. Inaczej... konsolka wróciła na swoje miejsce, po wakacjach na tarasie, ale o tym innym razem...